Recenzje

Call of Cthulhu – recenzja

Twórczość H.P. Lovecrafta ma już niemal wiek. Najpewniej w związku z tym od pewnego czasu na rynku roi się od produkcji zainspirowanych jego opowiadaniami. Do grona twórców, którzy na warsztat wzięli mitologię Cthulhu, jest francuskie Cyanide Studio. Jak poradzono sobie ze stuletnim materiałem źródłowym? Dowiesz się tego, kontynuując lekturę. Przed Tobą recenzja Call of Cthulhu. 

Call of Cthulhu – podstawowe informacje 

Produkcja stanowi hybrydę gry przygodowej, RPG, horroru z podgatunku hide&seek oraz tzw. gry chodzonej. Jej zawartość inspirowana jest opowiadaniami Howarda Philipsa Lovecrafta oraz papierową grą RPG z 1981 roku o tym samym tytule co gra. Za produkcję odpowiada francuskie studio Cyanide Studio. Wydaniem zajęła się firma Focus Home Interactive, a dystrybucja w Polsce została powierzona CDP. Call of Cthulhu zostało wydane 30 października 2018 roku na platformy: 

  • PC, 
  • PlayStation 4, 
  • Xbox One. 

Niemal rok później, bo 8 października 2019 roku, pojawiła się lokalizacja produkcji na Nintendo Switch. Jeżeli chodzi o komputery osobiste, wymagania sprzętowe, jakim maszyna musi sprostać, aby uruchomić tytuł, prezentują się następująco: 

  • minimalne: 
  • Intel Core i5-3450 3.1 GHz / AMD FX-6300 3.5 GHz, 
  • 8 GB RAM, 
  • karta grafiki 2 GB GeForce GTX 660 / Radeon HD 7870 lub lepsza, 
  • 13 GB HDD, 
  • Windows 7/8/10 64-bit; 
  • rekomendowane: 
  • Intel Core i7-3820 3.6 GHz / AMD FX-8370 4.0 GHz, 
  • 8 GB RAM, 
  • karta grafiki 4 GB GeForce GTX 970 / Radeon R9 390 lub lepsza, 
  • 13 GB HDD, 
  • Windows 7/8/10 64-bit. 

Fabuła i świat przedstawiony w Call of Cthulhu 

Nastrój i klimat jest czymś, co zawsze się liczyło w opowiadaniach Lovecrafta. Cyanide Studio doskonale zdaje sobie z tego sprawę i właśnie na to położyli największy nacisk. Historia rozpoczyna się w Bostonie w połowie lat 30. Gracz ma okazję wcielić się w Edwarda Pierce’a – weterana I Wojny Światowej i prywatnego detektywa, który ostatnio zamiast rozwiązywania spraw leczy powojenną traumę środkami nasennymi i alkoholem. Groźba odebrania licencji detektywistycznej zmusza go do przyjęcia sprawy od ojca malarki Sary Hawkins, który chce poznać okoliczności śmierci jej córki. W tym celu detektyw musi udać się na słynącą z wielorybnictwa wyspę Darkwater. Na tym zakończę, aby nie zdradzać szczegółów, a właśnie w nich kryje się cała magia. 

Przez około 10 godzin gracz ma okazje przemierzać raczej korytarzowe lokacje, rozmawiać z mieszkańcami wyspy i poznawać ich sekrety. Niektóre z nich bywają naprawdę straszne. To w połączeniu z wyrazistymi postaciami i zręcznie prowadzoną narracją prowadzi do uzyskania oczekiwanego efektu. Poczucia niepewności, napięcia i grozy, które są tak charakterystyczne dla całej twórczości Lovecrafta. Widać, że Francuzi z Cyanide Studio doskonale wiedzą, na czym polega fenomen jednego z najpopularniejszych pisarzy grozy. 

Twórcy przygotowali cztery zakończenia. Od tego, w jaki sposób podejdzie się do rozmówców i jakie decyzje się podejmie, ma się wpływ na to, jaki koniec się otrzyma. Wszystkie zakończenia są wyraziste i ciekawe, jednak warto byłoby się dowiedzieć, które decyzje miały na nie wpływ. Niestety gracz nie otrzymuje podglądu swoich działań. 

Rozgrywka… 

No cóż, w tym przypadku jest nieco gorzej. Pod względem interakcji z bohaterami, szczególnie jeśli chodzi o rozmowy, nie można znaleźć choćby najmniejszego powodu do krytyki. Niesmak powodują sekwencje skradankowe. Przekradanie się z perspektywy pierwszej osoby bez dobrze zaprojektowanych wskaźników widoczności i wykrycia bywa frustrujące. Przy tym każda z sekwencji ma jedną prawidłową ścieżkę, po której należy iść. Twórcy nie przewidzieli możliwości improwizacji czy odwracania uwagi przeciwników na większą liczbę sposobów niż jeden. To niestety bywa rozczarowujące i równie dobrze mogłoby zostać usunięte z gry. Możliwe, że wyszłoby to jej na dobre. 

Dodatkowo raz na jakiś czas gracz natyka się na zagadki środowiskowe. Są dobrym pomysłem, jednak ich poziom spada wraz z postępem fabuły. W końcu, zamiast poszukiwania poszlak, można chcieć rozwiązywać je zasadą prób i błędów. Trudno, czy to cecha dobrych łamigłówek. Jednak myślę, że nie za bardzo. 

Wrażenia audiowizualne w Call of Cthulhu 

Jeżeli chodzi o grafikę, to bardzo dobrze wpisuje się w klimat, jaki chcieli osiągnąć twórcy. Jednak pojawia się kilka felerów, których nie da się nie zauważyć. Rzucają się w oczy doczytujące się w locie tekstury, uboga geometria obiektów czy ekrany ładowania danych między rozdziałami, które są w stanie trwać nawet kilkadziesiąt sekund. To wszystko składa się na pewien niesmak po tym, co oferuje sama historia. 

O ścieżce dźwiękowej trudno cokolwiek powiedzieć. Na pewno dobrze koresponduje z wizualiami, z tym, co dzieje się na ekranie. Ale na pewno nie wpada w pamięć. Mimo wszystko spełnia swoje zadanie, co jest zdecydowanie na plus. 

Call of Cthulhu – podsumowanie recenzji 

Jeżeli jesteś fanem gatunku różnego rodzaju horrorów, a rozmowy z postaciami niezależnymi to coś, co Cię pociąga, to gra dla Ciebie. Szczególnie jeżeli przy tym znasz i lubisz opowiadania Lovecrafta. Wtedy to jest pozycja obowiązkowa. Jeżeli jednak lubisz tego rodzaju produkcję, ale nie jesteś zagorzałym fanom, to także nie zaszkodzi spróbować. Chociaż może nie za pełną cenę. 

Related posts
Recenzje

RimWorld, czyli symulator kosmicznego rozbitka

Historiio kosmicznych rozbitkach, którzy radzą sobie wbrew surowymi trudnym…
Read more
Recenzje

Hitman 2 - kolejne akcje Agenta 47

Z Agentem 47 gracze mogli poznać sięjużw 2000 roku.Od tego czasu…
Read more
Recenzje

Spyro: Reignited Trilogy - nostalgiczny powrót

Czasy pierwszego PlayStation już dawno przeminęły, jednak osoby dorastającena przełomie…
Read more
Newsletter
Become a Trendsetter
Sign up for Davenport’s Daily Digest and get the best of Davenport, tailored for you.