Recenzje

Mortal Kombat 11 – recenzja, newsy, opis

Każdy miłośnik bijatyk doskonale zna serię Mortal Kombat. To jedna z najpopularniejszych serii w tym gatunku i nie ma co się dziwić. Swojego czasu była bardzo innowacyjna i oferowała bardzo dużo swoim odbiorcom. Aktualne produkcje nadal trzymają jakość, jednak nie wszystkie rozwiązania są tymi, których można by oczekiwać. Poniżej recenzja Mortal Kombat 11.

Kilka słów wstępu

Jak już wspomniano Mortal Kombat 11 to kolejna odsłona serii bijatyk, która swoje początki ma w 1992 roku. Aż trudno uwierzyć, że cykl utrzymał się tak długo na rynku. Nie ma co się dziwić – przez wiele lat wyróżniał się i zaskakiwał brutalnością czy systemem walki. Najnowsza wersja zwyczajowo została wydana przez firmę Warner Bros. Interactive Entertainment. Gra została wydana na takie platformy jak:

  • PC,
  • PlayStation 4,
  • Xbox One,
  • Nintendo Switch.

Wielość lokalizacji pozytywnie wpływa na sprzedaż. Gracze mają możliwość skorzystania z rozrywki niezależnie od tego, jaką platformę przyjdzie im posiadać. W przypadku komputerów osobistych wymagania prezentują się następująco:

  • rekomendowane: Intel Core i5-2300 2.8 GHz / AMD FX-6300 3.5 GHz, 8 GB RAM, karta grafiki 3 GB GeForce GTX 780 / 4 GB Radeon R9 290 lub lepsza, Windows 7/10 64-bit,
  • minimalne: Intel Core i7-750 2.66 GHz / AMD Phenom II X4 965 3.4 GHz, 8 GB RAM, karta grafiki 2 GB GeForce GTX 670 / Radeon HD 7950 lub lepsza, Windows 7/10 64-bit.

Fabuła – perełka Mortal Kombat

Przez pierwsze dekady historia w bijatykach istniała. I tyle można było o niej przeważnie powiedzieć. Często pisana na kolanie, ograniczająca się do końcowych animacji, pojedynczych slajdów i koślawych one-linerów. Mortal Kombat z 2011 r. jest przykładem, że wcale tak nie musi być. Choć wielki turniej był obecny w lore gier z tej serii od pierwszej części, dopiero ta odsłona wyróżniła się wątkiem fabularnym. Choć od tego czasu z historią było różnie – w kolejnych częściach udawała się lepiej… lub gorzej – to Mortal Kombat 11 zachwyca fabułą. Nie brakuje to zaskakujących zwrotów akcji i ciekawych relacji. I tym razem kierowanie postacią nie ogranicza się jedynie do chęci zwycięstwa. Gracz ma konkretne motywy, dlaczego powinien wygrać pojedynek.

W porównaniu do poprzedniej części w MK11 nie uświadczymy sekwencji QTE w trakcie scenek przerywnikowych. W ten sposób brak podczas nich aktywności. Jednak nie były one zbyt zajmujące czy ciekawe, więc chyba nie ma co nad nimi płakać. I bez nich fabuła się broni.

Fabuła fabułą, a co z bitką?

Rozgrywki są nieco wolniejsze niż w poprzednich częściach. W ten sposób gra przestała być festiwalem mashowania przycisków. Zamiast tego gracz ma więcej czasu na zaplanowanie combo i odpowiednie pozycjonowanie postaci. Jednak wielbiciele dynamicznej, czasem nieco chaotycznej walki mogą poczuć się zawiedzeni.

Pod względem specjalnych ataków także wiele się zmieniło. Ciosy X-Ray zostały zastąpione atakami Fatal Blow. Te aktywują się w momencie, gdy kierowanej postaci pozostało bardzo mało punktów życia. Zostały wprowadzone także ciosy Crushing Blows aktywowane po spełnieniu konkretnych warunków. Wygląda na to, że w tej części trudniej o efektowność. Z drugiej strony satysfakcja z widoku na ekranie też jest dużo większa. Oprócz tego zostały dodane nowe rodzaje kontr czy uników.

Areny, na których przyjdzie się pojedynkować, zachwycają. Nie istnieje taka druga bijatyka, która mogłaby zaoferować jednocześnie tak różnorodne i pełne detali tła. Wraz z dopracowanymi modelami postaci tworzy to naprawdę piękny widok. Martwić może brak niektórych legendarnych bohaterów jak Smoke, Milena czy Ermac. Jednak pula dostępnych bohaterów nie jest mała, więc – oprócz oczywiście miłośników powyższych postaci – powinna zadowolić niejednego gracza.

Grind i zbieractwo – czy to dobry pomysł?

Były miłe rzeczy, ale Mortal Kombat 11 nie jest pozbawiony wad. Gra jest do przesady przepełniona zbieractwem. Twórcy zapowiadali 60 skórek dla każdej postaci. Na papierze wygląda to bajecznie – na jakie pomysły mogą wpaść projektanci? Jak mogą wyglądać ulubieni bohaterowie? Możliwości jest tak wiele. W rzeczywistości jednak jest to jedynie 6 skórek. Każda z nich ma 10 wariantów kolorystycznych. I niby obietnica została spełniona. Ale niesmak pozostał.

Na dodatek wraz z ogromem elementów dodatkowych do odblokowania mamy skromne nagrody walutowe. Za wygrane walki otrzymuje się ochłapy. Przez to trzeba się naprawdę napocić, żeby odblokować choć jedną skórkę. Niestety, ale wygląda na to, że twórcy chcieli tym zagraniem przekonać graczy-estetów do dodatkowych zakupów. I nie byłoby to takie straszne, gdyby nie ceny. Za 21 złotych można wykupić tyle waluty, że wystarczy na 1 – słownie: jedną – skórkę.

Za prawdziwą walutę można też omijać walki w Wieży Wyzwań czy wykupić żetony z łatwymi Fatality. Czasem ma się wrażenie, że twórcy nie zrobili gry, a maszynkę do robienia pieniędzy.

Gra dobra, ale niesmak pozostaje

Mogłoby być tak dobrze. Gra naprawdę zaciekawia mechaniką walki i zaskakującym wątkiem fabularnym. Szkoda jednak, że to wszystko zostało obłożone grubą warstwą mikrotransakcji. Gdyby nie to, Mortal Kombat 11 byłby lepszy od części z 2011 roku.

Related posts
Recenzje

Empire of Sin - recenzja

Paradoxgłównie dał się poznać jako producent gierzgatunku…
Read more
Recenzje

Chronos: Before the Ashes - recenzja

Po przyzwoitej ocenieisprzedażyRemnant: From theAshestwórcy…
Read more
Recenzje

Sakuna: Of Rice and Ruin - recenzja

Jeżeli chodziohybrydy gatunkowe, Japończycy królująwtym temacie.
Read more
Newsletter
Become a Trendsetter
Sign up for Davenport’s Daily Digest and get the best of Davenport, tailored for you.