Recenzje

Star Wars: Squadrons — kolejna próba mariażu SW z EA

Powoli kończy się umowa licencyjna EA, w ramach której ma przyznane prawo do wykorzystania franczyzy Gwiezdnych Wojen. W związku z tym firma musi pospieszyć się z wydawaniem gier osadzonych w tym świecie. Oczywiście produkcja może trwać długo, dlatego postanowiono o użyciu szybkiego i taniego rozwiązania. Jest nim wyciągnięcie jednego z trybów z Battlefront II, dobudowanie do niego nieco więcej i oddanie go graczom w formie samodzielnej gry. Jak to się udało? Przekonaj się o tym, czytając recenzję Star Wars: Squadrons.


Podstawowe informacje o grze Star Wars: Squadrons


Produkcja stanowi kosmiczną strzelanką z perspektywy pierwszej osoby. Osadzona została — jak nietrudno się domyślić — w uniwersum Gwiezdnych Wojen. Produkcją zajęło się studio Motive Montreal, a za wydanie — zarówno na rynek światowy, jak i polski — odpowiada firma Electronic Arts. Gra miała swoją premierę 2 października 2020 roku i jest dostępna na platformy:

  • PC,
  • Xbox One,
  • PlayStation 4.


W przypadku komputerów osobistych wymagania sprzętowe, które powinna spełniać maszyna, prezentują się następująco:

minimalne:

  • Intel Core i5-6600K 3.5 GHz / AMD Ryzen 3 1300X 3.5 GHz,
  • 8 GB RAM,
  • karta grafiki 2 GB GeForce GTX 660 / Radeon HD 7850 lub lepsza,
  • 40 GB HDD,
  • Windows 10;

rekomendowane:

  • Intel Core i7-7700 3.6 GHz / AMD Ryzen 7 2700X 3.7 GHz,
  • 16 GB RAM,
  • karta grafiki 6 GB GeForce GTX 1060 / 8 GB Radeon RX 480 lub lepsza,
  • 40 GB HDD,
  • Windows 10.


Rozgrywka w Star Wars: Squadrons


Jedyne, co robi się w recenzowanej produkcji, to latanie kosmicznymi statkami. Kluczowym elementem sterowania jest opanowanie trzech obszarów:

  • silnika (odpowiadającego za prędkość)
  • lasera (głównym aspektem jest tu częstotliwość oddawania strzałów)
  • pancerza (który daje odporność na ataki przeciwnika).


Domyślnie moc rozdzielona jest równomiernie między wszystkie trzy obszary. Korzystając z suwaka, można przenosić ją między nimi. Oprócz tego znajdują się też dodatkowe opcje, takie jak np. przeniesienie mocy pancerza z przodu na tył lub odwrotnie.


Widok proponowany przez twórców to ten w środku kokpitu statku. Fani uniwersum mogą do woli napatrzeć się na wnętrza ulubionych maszyn. Buduje to klimat i pozwala wczuć się w sytuację.


Przejdźmy do mniej pozytywnych spraw. Już na pierwszy rzut oka widać, że Star Wars: Squadrons, choć bardzo podobne do trybu znanego z Battlefronta II, o wiele bardziej przypomina symulację niż grę zręcznościową. Przeciwnicy mają więcej pancerza, a wielość możliwości przerzucania energii w różne miejsca statku może przytłoczyć. Dodatkowo brak możliwości przesunięcia kamery — zawsze jest umiejscowiona w kokpicie — zwiększa realizm, ale także podnosi poziom trudności. Fanów symulacji może to ucieszyć, jednak każdy, kto spodziewał się podobnego doświadczenia, co we wcześniej wspomnianej grze, może poczuć się zawiedziony.


Single- czy multiplayer?


Kampania jednoosobowa miała pełnić funkcję jedynie samouczka, jednak najwyraźniej coś się zmieniło. Bo choć rzeczywiście nauka mechanik podczas kampanii jak najbardziej ma miejsce, to cała historia nie stanowi zabawy na jeden wieczór. Misje bywają długie — czasem nawet zbyt długie — i zdarza się, że nie ma co między nimi robić. W gruncie rzeczy nie było tam nic, co by zaparło dech w piersi, a szkoda.


Sednem rozgrywki w Star Wars: Squadrons miał być tryb wieloosobowy. Tam można spotkać sporo wyzwań, mnóstwo maszyn i drugie tyle wizualnych drobiazgów, które w przyszłości na pewno będą generować dodatkowe przychody dla wydawcy.


Nieco martwi liczba dostępnych trybów gry — są tylko dwa — których jest o dużo za mało, aby utrzymać graczy na dłużej właśnie dzięki multi. Pod tym względem wydawca i twórcy muszą się postarać i dodać do produkcji dużo więcej treści. Z pewnością w tworzeniu silnej społeczności nie pomoże aspekt symulacyjny, który na pewno przypadnie do gustu garstce, ale za to odrzuci od tytułu całą resztę.


Podsumowanie


Nie można powiedzieć, żeby Star Wars: Squadrons było dla wszystkich. Choć produkcja ma wiele atutów, jest rozbudowana i ma piękną grafikę, opanowanie jej może zająć zbyt długo, aby się wciągnąć i poczuć klimat oferowany przez kosmiczne bitwy. Ilość zaangażowania i czasu potrzebnego do tego wielu graczom na pewno nie przypadnie do gustu.


Nie brakuje także innych bolączek. Wśród nich: długość misji, nieciekawa fabuła i za mała liczba trybów wieloosobowych. Nie wspominając o bugach, na które od czasu do czasu udało mi się natknąć. Brak tu finalnego szlifu, a kilka decyzji na pewno zostało podjętych błędnie. Możliwe, że kończąca się umowa licencyjna nie dała czasu na przemyślenie wszystkich aspektów tytułu. A szkoda.

Related posts
Recenzje

RimWorld, czyli symulator kosmicznego rozbitka

Historiio kosmicznych rozbitkach, którzy radzą sobie wbrew surowymi trudnym…
Read more
Recenzje

Call of Cthulhu – recenzja

Twórczość H.P.Lovecraftama już niemal wiek.
Read more
Recenzje

Hitman 2 - kolejne akcje Agenta 47

Z Agentem 47 gracze mogli poznać sięjużw 2000 roku.Od tego czasu…
Read more
Newsletter
Become a Trendsetter
Sign up for Davenport’s Daily Digest and get the best of Davenport, tailored for you.